-Izzy dwa biegną w waszą stronę. Jeden górą. - Usłyszałam głos Isaaca w komunikatorze.
-Dobrze braciszku. Nie martw się. - Powiedziałam przebijając jednego szpicem mojej broni, by ten zmienił się w kupkę popiołu, która po chwili zniknęła. Moją broń zrobiłam sama w wieku jedenastu lat. Nazwałam ją Laska Ostrzy. Jest to podwójnie zaostrzona dzida, która po obu swych końcach, ma podwójne ostrza toporu, wykonana została z elektrum. Na jej środku przewiązana jest czerwona wstążka. Ma też drugą opcję, może zmienić się w bicz z czterema ostrzami na końcu. Gdy jej nie używam przemienia się w bransoletkę w kształcie motyla.
-Nigdy. - Zaśmiał się. Chwilę później z ciemnej uliczki wybiegł demon.
-Hellou. Czas się pożegnać z tym światem nie sądzisz? - Demon na mnie syknął i rzucił się w moją stronę. Walka z demonem nie należy do łatwych, ale mówimy tu o Demonach Trzeciego Stopnia, więc aż takich trudności być nie powinno. - Jest zbyt silny! Selin! Pomóż mi!
-Już biegnę! Moment! Zdychaj mendo! - Minęło kilka chwil nim z balkonu skoczyła na niego rudowłosa dziewczyna. Wbijając w niego ostrze swojej laski. Demon zniknął. Jej laska zmieniła się w bransoletkę w kształcie węża oplatając jej nadgarstek. Jest wykonana z tego samego materiału co moja, ale jej może się również zmienić w bicz. Chwilę później z uliczki wybiegł mój brat i Nathan splamieni krwią demonów.
-Nic wam nie jest? - Spytał mój brat.
-Nie. Byli silniejsi niż sądziłam. Demon Trzeciego Stopnia nie powinien mieć tyle siły. - Odpowiedziałam.
-Były czymś wzmocnione. Albo to były Demony Czwartego lub nawet Piątego Stopnia. - Powiedział Nathan.
-To nie był naturalny atak. Piętnaście tak silnych Demonów na raz? To już któryś atak z rzędu w przeciągu ostatnich tygodni. Wygląda to tak jakby czegoś lub kogoś szukały. Czemu Clave nic z tym nie robi?
-Seraphine ma rację. Coś się święci. - Poparł ją Isaac.
-Wracajmy do Instytutu. Trzeba zdać raport. - Powiedziałam i w czwórkę ruszyliśmy.
Instytut znajduje się w ruinach starego kościoła. Przyziemni widzą ruiny i wielką tabliczkę "WSTĘP WZBRONIONY, BUDYNEK GROZI ZAWALENIEM" natomiast Nocni Łowcy i Podziemni widzą piękny, duży, stary a zarazem nowoczesny kościół. Czym jest Instytut? Jest to baza nocnych łowców, tu się szkolimy w walce, tu mieszkamy. Tu przede wszystkim nie grozi nam atak demonów. Demony nie mogą przekroczyć progów Instytutu.
-Gdzie wy byliście? - Gdy tylko przekroczyliśmy próg Instytutu dopadł do nas Alex.
- A jak myślisz Alex? Misja. - Powiedziałam.
-Kolejny atak Demonów? To nienaturalne.
-Tak. A ty? Gdzie byłeś? - Spytał Isaac.
-Załatwiałem sprawy. Dyplomatyczne. Jak mogłeś nie wezwać swojego parabatai? - Zwrócił się do Nathana.
-Wzywałem. Na wszystkie możliwe sposoby. Nie odzywałeś się więc poszliśmy bez ciebie.
-Po za tym Isaac też poszedł bez swojego parabatai. - Powiedziałam.
-Bo byłem z Kylą u Królowej Faerii.
-Hugo. Wróciliście. Martwiłam się o was.
-Niepotrzebnie Izzy. - Uśmiechnął się.
-Jak rozmowy? - Spytał Isaac.
-A jak myślisz? Królowa myśli tylko o sobie i swoich ludziach. Nie rozumie, że cały Świat Cieni jest zagrożony. Demony mogą się dostać do ich Królestwa i wyssać z niego energię. Nie rozumieją tego czy jak?
-Chodźmy do Morrow. Nie lubi gdy się zwleka z raportami.
Godzinę później po zdanych raportach w Instytucie po raz kolejny rozbrzmiał alarm.
-Pojawiły się cztery. - Powiedziałam podchodząc do ekranu i wyłączając alarm. Przyjęłam misję. - Isaac, Hugo. Idziemy. - Powiedziałam, a chłopcy bez słowa ruszyli za mną ku wyjściu.
Zapadał zmrok, ale nie przeszkadzało nam to. Każdy z nas zajął się jednym demonem, więc czwarty zdążył uciec. Pokonanie ich było dosyć ciężkie. Były większe niż poprzednie. Miały ponad cztery metry wzrostu, po dwa długie ogony, cztery ręce u każdej długie i ostre pazury.
-Jak tam chłopcy? - Spytałam przez mój komunikator gdy pokonałam mojego potwora, a nie widziałam nigdzie w pobliżu moich braci. No dobra, mojego brata i przyrodniego brata.
-Właśnie pokonałem mojego. Jestem na moście lecę za ostatnim. Pomóż Isaacowi. Kierowali się w stronę centrum. Demon drasnął go po twarzy i jego komunikator wyleciał. Znajdź go.
-Dobra. - Powiedziałam i popędziłam na pomoc bratu.
***
Biegłem ulicami tropem demona. Na swojej drodze zostawił trzy ciała Przyziemnych. Zwolniłem kroku, czułem, że jestem już blisko. Skręciłem w prawo. Wyglądał jak młody chłopak, którego chwilę wcześniej mijałem martwego na chodniku.
-Zmiennokształtny. - Syknąłem cicho. Wyciągnąłem moje dwa ostrza i powoli zacząłem się zbliżać do demona. W oddali szła Przyziemna, ale nie przejmowałem się tym. Mam uaktywnioną runę niewidzialności, więc nie może mnie ujrzeć. Zacząłem biec, gdy się zamachnąłem dziewczyna krzyknęła.
-Nieee! - I patrzyła prosto na mnie. Czyżby mnie widziała? Demon się odwrócił i odepchnął mnie z całej siły. Uderzyłem o ścianę budynku. Demon podbiegł do niej i zaczął się przeistaczać w swoją naturalną postać. Dziewczyna miała przerażony wzrok. Patrzyła w górę, więc miałem pewność, że widzi demona w jego całej czterometrowej okazałości, a nie cały czas chłopaka w którego się zmienił. Drasnął ją w ramię pazurami. Krzyknęła i upadła na kolana.
-Hej! Zostaw ją! To ja jestem twoim przeciwnikiem. - Demon się odwrócił. Jeden z jego ogonów drasnął dziewczynę w policzek, a następnie skoczył na mnie. Zacząłem z nim walczyć, ale miał dobrą obronę. Wybił mi jeden miecz z ręki, który poleciał w stronę przyziemnej, a następnie pchnął mnie ponownie z całej siły. Gdy uderzyłem plecami o ścianę pobliskiego budynku na chwilę zabrakło mi tchu. Miecz wypadł mi z ręki kawałek dalej. Nie byłem w stanie się ruszyć. - Izzy. Gdzie jesteście?
-Już niedaleko. Dwie minuty.
-Może być za późno.
-Nie! Słyszysz! Zaraz będziemy! - Następnie usłyszałem jak powtarza bratu co się dzieje. Demon zaczął iść powoli w moją stronę. Nie mogłem wstać. Nie mogłem się ruszyć. Miałem złamaną nogę. Ból rozchodził się po całym moim ciele, paraliżując mnie. Widocznie jad demona zaczął już działać.
-Cholera. - Zakląłem pod nosem. Gdy już się pogodziłem z moim losem ujrzałem rozświetlone serafickie ostrze przebijające brzuch demona. A ten po chwili zniknął. Ujrzałem blondynkę z moim mieczem w dłoni. - Jak? Jesteś Przyziemną. Masz Wzrok to zrozumiałe czemu mnie widzisz. Ale to? - Miecz w dłoni Przyziemnych nie powinien świecić. Powinien zacząć ich parzyć. A jej nic nie było. Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Wyciągnąłem moją stele i uaktywniłem runę leczącą i po chwili już mogłem wstać. Dziewczyna patrzyła na mnie i na to co robię zdezorientowanym wzrokiem. No tak, nie codziennie widzi się kolesia z mieczem w dłoni, używającego dziwnego przedmiotu (steli) by rozświetlić tatuaż na swoim ciele, a po chwili jego rany zagoiły się w błyskawicznym tempie. Pozostał tylko ból, ale to najmniejszy z problemów.
-Co to było? - Spytała nierozumiejącym wzrokiem. Patrząc na przemian na moją stelę i na miecz trzymany w swoich dłoniach.
-Masz wzrok. Widzisz Świat Cieni.
-Czemu wszystko wiruje? - Spytała i zachwiała się.
-Jad demona jest w twoich żyłach.
-Poradzisz coś na to? - Spytała i zemdlała, miecz z brzdękiem uderzył o chodnik. Złapałem ją, ratując od upadku na chodnik.
-Spokojnie. Trzymam cię. Pomogę ci. - Powiedziałem i podniosłem ją na ręce.
-Hugo! - Izzy stanęła przed nami. A zaraz za nią Isaac.
-Weź moje miecze. Musimy zabrać ją do Instytutu.
-O czym ty mówisz? To przyziemna. - Powiedział mój parabatai.
-Widziała mnie. Widziała prawdziwą formę zmiennokształtnego.
-To co? Coraz więcej przyziemnych ma wzrok. Nie oznacza to, że od razu masz wszystkich zabierać do Instytutu. - Mówił dalej.
-Złapała mój miecz. Nie poparzył jej. Rozświetlał się w jej dłoni. Ona jest Nocnym Łowcą.
-Nie ma run.
-Może sama o tym nie wie. - Powiedziała Izzy. - Pamiętacie? Ponad dwadzieścia lat temu grupa nocnych łowców porzuciła swoją pracę i uciekli w świat przyziemnych. Od tamtej pory co jakiś czas są znajdywane dzieciaki o anielskiej mocy.
-Co szkodzi Isaac? Jak nic nie zrobimy umrze od jadu. Jak damy jej runę Iratze, a się okaże, że nie ma w sobie krwi Nefilem też umrze. Nic do stracenia. A możemy uratować jej życie.
-I tak zrobisz co zechcesz. - Mruknął pod nosem. Izzy wzięła do ręki swoją stelę i na jej lewym biodrze narysowała Iratze. Jej rany już po chwili zaczęły się powoli uzdrawiać. Ruszyliśmy do Instytutu.
***
Obudziłam się z bólem w lewym ramieniu, szyi, karku i klatce piersiowej. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że coś dziwnego mnie zaatakowało. Poderwałam się gwałtownie do góry otwierając oczy. Moją twarz dzieliły milimetry od twarzy czarnowłosej dziewczyny.
-Wystraszyłaś mnie. - Zaśmiała się. - A rzadko to się zdarza. Ty żyjesz. - Powiedziała patrząc na moją szyję.
-Co się stało? Kim jesteś?
-Jestem Isabelle. Mój przyrodni brat uratował ci dziś życie. A raczej ty jemu. - Zaśmiała się. - Zabiłaś demona.
-Masz na myśli to ... to coś ... czarne, wielkie z sześcioma kończynami i ...
-Tak.
-Kim wy jesteście? Co to za miejsce?
-Ważniejsze pytanie, kim ty jesteś?
-Słucham? - Zdziwiłam się.
-Masz w sobie krew nefilim.
-Nie rozumiem. Co?
-To co widziałaś dzisiejszej nocy. Jest częścią Świata Cieni. Do świata cieni należą ludzie obdarzeni mocą anioła, nefilim, nocni łowcy, czyli ktoś taki jak ja, moi bracia i wiele innych osób. - Mówi z uśmiechem. Ma w sobie coś co sprawia, że jej ufam i wierze. - Bronimy ludzi, przyziemnych przed demonami. Między innymi takie jakiego dziś zabiłaś. Staramy się utrzymać pokój, harmonię z podziemnymi. Podziemni czyli istoty o jakiś mogłaś słyszeć w legendach. Legendy są prawdziwe. Vampiry, wilkołaki, czarownicy, wróżki i wiele innych stworzeń magicznych istnieją. Możliwe, że niektórych z nich nie raz mijałaś na ulicy i nie wiedziałaś o tym. Starają się prowadzić normalne życie, chociaż nie jest to łatwe ...
-Izzy! Co ty robisz? - Do pomieszczenia wszedł chłopak o identycznych rysach twarzy jak ta dziewczyna.
-Ice. - Uśmiechnęła się. - Braciszku staram się wytłumaczyć jej co się dziś wydarzyło.
-Jest przyziemną. Nie powinna nic o nas wiedzieć. Nie powinno jej tutaj w ogóle być. Ty i Hugo zwariowaliście.
-A jednak zgodziłeś się, żeby ją tu przyprowadzić.
-Hugo nikogo nie słucha. Zawsze robi to co uważa za słuszne.
-W przeciwieństwie do ciebie. Dlatego jesteście parabatai. Woda i ogień. Spokój i chaos. Uzupełniacie się.
-Wiem. Nie musisz mi o tym przypominać Iz.
-Obudziłaś się. - Do pomieszczenia wszedł blondyn. Ten, którego wczoraj widziałam z mieczami, walczącego z ... demonem. Podszedł do mnie złapał moją twarz w dłonie i obejrzał moją szyję i ramię. - Zagoiły się. - Powiedział z uśmiechem lekko zdziwiony.
-Co? - Spytałam łapiąc się za szyję i spoglądając na moje ramię. Nie było tam ran, które zyskałam tej nocy. - Jak to możliwe?
-Dzięki runie, którą ci dałam. - Powiedziała dziewczyna.
-Co? Jakiej runie?
-Tu na biodrze. - Pokazała u siebie. Wstałam z łóżka, miałam na sobie czarną atłasową piżamę. Długie spodnie i koszula zapięta na prawie wszystkie guziki. Dwa górne były odpięte. Podwinęłam koszulę w górę i ujrzałam na moim lewym biodrze tatuaż.
-Zrobiliście mi tatuaż? Tak nie można. Posądzę was o naruszenie mojego ciała. - Powiedziałam lekko oburzona.
-Proszę bardzo. Gdyby Iz tego nie zrobiła byłabyś martwa. Powinnaś dziękować.
-Hugo. - Upomniała go dziewczyna. - Jest zdezorientowana. Daj je chwilę.
-Co?
-Ukąsił cię demon. Miałaś w swoich żyłach jego jad. Gdyby nie ta runa umarłabyś. Oczywiście było ryzyko, bo gdyby okazało się, że nie płynie w twoich żyłach krew nefilim, runa wypaliła by cię co skutkowałoby twoją śmiercią.
-Więc ryzykowaliście moje życie?
-Gdybym nie dała ci tej runy, umarłabyś od jadu demona w swoich żyłach. Warto było podjąć ryzyko, bo ... teraz mamy pewność. Jesteś jedną z nas.
-Nie, nie jest.
-Ice.
-Co? Taka prawda Izzy. Nie jest nocnym łowcą. Nie ma run. Do dziś nawet nie wiedziała o świecie cieni i o demonach.
-Może ktoś ją chronił przed naszym światem. - Powiedział blondyn. - Jest jeden sposób żeby się dowiedzieć. Ale jest on niebezpieczny. - Zwrócił się do mnie.
-Nie ma mowy. Nie zabierzesz jej tam.
-Nie ty o tym decydujesz Ice. - Odpowiedział mu.
-O czym mówicie? - Spytałam.
-Ja jej wszystko wytłumaczę. I pożyczę ubranie. Nie możesz wyjść w piżamie. - Zaśmiała się.
-A co się stało z moimi?
-Jad demona je skaził. Trzeba było je spalić. Chodź ze mną. - Powiedziała i ruszyła ku wyjściu. Spojrzałam na obu chłopaków po kolei i powoli ruszyłam za dziewczyną na boso.
-Gdzie my jesteśmy?
-W Instytucie. Tu ci nic nie grozi. Dowiemy się kim jesteś i co się stało. Nie martw się. Ah nie przedstawiliśmy ci się. - Zatrzymała się i odwróciła się w moją stronę. - Jestem Isabelle Lightwood. Ten czarnowłosy to mój brat bliźniak Isaac, a ten blondyn to Hugo Redscar. Mój przyrodni brat. - Powiedziała z uśmiechem i ruszyła dalej.
-Ja jestem Dalia Dragonwine. - Odwróciła się zdziwiona w moją stronę. - Tak wiem dziwne i trochę przerażające nazwisko. Od małego inne dzieciaki mi dokuczają z tego powodu. Wiele bym dała by móc zmienić nazwisko.
-Myślę, że będzie ci to dane.
-Co masz na myśli?
-Później. Najpierw dowiedzmy się kim jesteś. Cisi Bracia nam w tym pomogą. Są dość przerażający. Mają zaszyte oczy i usta, ale widzą wszystko, a porozumiewają się w myślach. Mieszkają w Mieście Kości, pod ziemią. To co ciebie czeka tam. Staniesz w kręgu i na twoje czoło zostanie zesłany miecz ujawniający prawdę. Uwolni twój umysł i odblokuje to co zablokowane, zapomniane.
-A jeśli to nie podziała?
-Dawniej byłby z tym problem. Ale Aniołowie zesłali nam nowe dary, jakiś czas po powstaniu Valentina. Tak więc jak mówiłam Miecz Anioła, zwany także Mieczem Prawdy. Boski Sztylet. Przebija serce i ujawnia jego sekrety, odblokowuje wspomnienia. Jeśli to nie zadziała jest jeszcze jedna rzecz, którą Cisi Bracia stosują. Ostrza Chwały. Jest to dwanaście długich igieł wbijających ci się w brzuch, przebijają aortę duszy i uwalniają blokady, ujawniając prawdę.
-Brzmi przerażająco.
-I takie jest. Ale po mimo tego, że ostrza cię przebiją, nie wyrządzą ci krzywdy. Inaczej. Nie zabiją cię. Nadal chcesz to zrobić?
-Nie wiem. Nigdy wcześniej nie widziałam ludzi z tatuażami jak wy, ani demonów.
-Ktoś cię chronił przed Światem Cieni. Tego jestem pewna. Ale teraz już znasz prawdę. Zasłony zaczęły słabnąć. Więc możliwe jest ich zlikwidowanie i dowiedzenie się prawdy.
-Może się okazać, że całe moje życie było kłamstwem tak? Ale moi rodzice by tego mi nie zrobili.
-Nie chce cię martwić, ale bardzo możliwe jest, że twoi rodzice nie są twoimi prawdziwymi rodzicami.
-Czyli moje życie jest zbudowane na kłamstwie.
-Przykro mi. Ubierz to. - Powiedziała wyciągając z szafy krótki top z dużym dekoltem i krótkim rękawem oraz długie, obcisłe jeansowe spodnie.
-Masz może jakąś inną koszulkę?
-Do Cichego Miasta radzę ci iść w tej. - Weszłam za parawan w jej pokoju i przebrałam się w dane mi ubrania. Dzięki wielkie, że moja bielizna została.
-Jakieś buty dostanę? - Spytałam wychodząc do niej. - A masz płaskie? - Spytałam z nadzieją w głosie gdy zobaczyłam jak bierze do ręki obcasy. Podeszła do szafki i wyciągnęła z niej czarne trampki. Gdy założyłam buty zeszłyśmy na dół do chłopaków.
-Jeszcze ich nie ma. Zaczekamy na nich tutaj. - Powiedziała i usiadła na stole. W tej chwili zadzwonił mój telefon.
-Gdzie ty jesteś? Dwie godziny temu mieliśmy się spotkać u Merell. Samantha zaczęła się martwić o ciebie więc włączyłem namierzanie i to dziwne, ale aplikacja mi pokazuje, że znajdujesz się w ruinach starego kościoła. Ale to przecież niedorzeczne. Chyba, że moja przyjaciółka należy do jakiejś sekty. Ale powiedziałabyś mi gdyby tak było?
-Chris. Nic mi nie jest. Wracajcie do domu.
-Czyli jesteś w tym starym kościele.
-Dal co się dzieje? - Westchnęłam głośno, Izzy spojrzała na mnie z uniesioną brwią, a następnie na jeden z ekranów, na którym pojawiła się czerwona kropka. - Idź do swojego przyjaciela. - Szepnęła. - Coś za nim tu przyszło. A nawet kilka cośów. - Dodała widząc kolejne pojawiające się czerwone kropki. - Hugo, Nathan, Alex chodźcie. - Powiedziała widząc idących w naszą stronę trójkę chłopaków.
-Zaraz będę nie ruszaj się stamtąd. - Powiedziałam i się rozłączyłam.
-Kto to? - Spytał jeden z nich patrząc na mnie.
-Dalia Dragonwine. A to moi kolejni dwaj bracia Alex - Wskazała tego, który spytał kim jestem. - I Nathan. Chodźmy uratować twoich przyziemnych przyjaciół. - Powiedziała i ruszyła jak sądzę ku wyjściu z Instytutu. Poszłam za nią, a jej bracia za mną.
-Dal. Ty naprawdę byłaś w tych ruinach! Zwariowałaś? Wiesz że tu mogą się kręcić podejrzane typy?
-Nie martw się o mnie.
-Muszę. Jestem twoim przyjacielem.
-Właśnie dlatego nie powinieneś. - Zaśmiałam się, a on zrobił nierozumiejącą minę.
-Dalia co ty tak właściwie robiłaś w tych ruinach? I co ty masz na sobie?
-Sami. Ciężko to wytłumaczyć.
-Chris ma rację tak? Wstąpiłaś do jakieś sekty. Każą ci składać ofiary z ludzi? Z przyjaciół? Pić krew?
-Sami uspokój się! - Krzyknęłam, bo właśnie zaczęła się nakręcać. - Nic z tych rzeczy. To jest bardziej ... - Przerwałam widząc grupę ludzi zbliżającą się w naszą stronę. Spojrzałam w prawo gdy zauważyłam ruch. To Izzy.
-To demony. Zabierz przyjaciół na schody. Może zrobić się nieprzyjemnie. Nie chcemy mieć na sumieniu martwych przyziemnych. - Powiedziała. - Twoi przyjaciele nas nie widzą. Ich też nie. - Dodała widząc, że chce coś powiedzieć.
-Dal? - Chris pomachał mi ręką przed oczami. - Jesteś jakaś nieobecna. Co się dzieje?
-Możemy stanąć tam? - Kciukiem wskazałam na schody Instytutu/ruiny kościoła.
-Chcesz nas w to wciągnąć?
-Nie. Zwariowałeś? Muszę usiąść. - Powiedziałam i złapałam ich za nadgarstki i pociągnęłam w stronę schodów. Szłam powoli bojąc się odwrócić, bojąc się tego co zobaczę. Czwórka obcych mi ludzi uzbrojona w metalową lance z ostrzami, miecze, łuk i długi miecz. Słyszałam za sobą syki demonów i odgłosy walki. Ciężko było mi się nie odwrócić.
-Dalia uważaj! - Krzyknęła Izzy. Odwróciłam się nagle odpychając przyjaciół w bok. Upadli na chodnik. Każdy był zajęty walką z kilkoma demonami naraz, dwóch im uciekło i szło w moją stronę.
-Łap! - Krzyknął Hugo rzucając mi jeden ze swoich mieczy. Złapałam go co dziwne bez problemu. I przebiłam demona, który stał już tuż przede mną w ostatniej chwili. Gdy ten zniknął drugi skoczył na mnie, obalając mnie, miecz wypadł mi z dłoni. Wrzasnęłam. Gdy myślałam, że już po mnie ostrze przebiło demona, który zniknął, a ja ujrzałam Hugo stojącego nade mną z mieczem trzymanym w dłoniach tam gdzie chwilę temu wbił go w demona. - Nic ci nie jest?
-Chyba nie. - Wyciągnął do mnie rękę pomagając mi wstać.
-Wygląda na to, że jesteśmy kwita. Ratunek za ratunek. - Uśmiechnął się pokazując dołeczki w policzkch.
-Wygląda na to, że jesteśmy kwita. Ratunek za ratunek. - Uśmiechnął się pokazując dołeczki w policzkch.
-Dali dobrze się czujesz? Do kogo ty mówisz? Co to miało być? - Chris wskazywał rękoma na miejsce w którym staliśmy.
-Wybaczcie to ... - Spojrzałam na Hugo i pozostałych stojących za jego plecami. - Możecie ... No wiecie ... To dziwne, jeszcze pomyślą, że zwariowałam.
-Dalia? - Samantha patrzyła na mnie podejrzliwie. Cała czwórka zdezaktywowała swoimi stelami runę niewidzialności.
-Wow! - Wrzasnął Chris gdy nagle ujrzał czwórkę uzbrojonych ludzi.
-Tu się unoszą w powietrzu jakieś psychotropy? Czy serio cofnęliśmy się do średniowiecza?
-Ani jedno, ani drugie.
-Gotowi? Możemy iść? - Spytał od niechcenia Isaac wychodząc z Instytutu.
-Iść? Gdzie iść? - Spytał Chris.
-Nieważne. Muszę coś załatwić. Oni mi pomogą. Wracajcie na imprezę. Nie martwcie się o mnie.
-Jak mam się nie martwić i wrócić tam wiedząc, że jesteś z jakimiś wytatuowanymi, podejrzanymi typkami?
-Typowy przyziemny. - Mruknął Isaac.
-Idę z wami.
-Nie możesz. - Powiedziałam.
-Ma rację. Nie możesz koleś. Więc idź zajmij się swoimi sprawami. - Powiedział Hugo.
-Może grzeczniej?
-Może nie?
-Przestańcie. Chris, wracajcie z Sam do Merell. Obrazi się, że uciekliście z jej urodzin.
-Obrazi się gdy ty tam nie dotrzesz.
-Coś wymyślę. Idźcie.
-Nie ma mowy. Jesteśmy przyjaciółmi tak? Idziemy z tobą.
-On nie odpuści. - Mruknęłam cicho do Isabelle.
-Nie pozostaje nam nic innego. Chodźmy więc.
-Izzy za tobą. - Powiedziałam widząc kogoś biegnącego w naszą stronę. Odwróciła się i wbiła mężczyźnie w brzuch swoją lance. Facet padł trupem. - Czy on ...?
-Nie żyje. - Powiedziała Izzy.
-Kto nie żyje? - Spytała Sami. - Aaa on. - Powiedziała po chwili.
-To nocny łowca. - Zauważył Isaac.
-Czemu oni go widzą dopiero teraz? - Spytałam.
-Miał runę niewidzialności. W momencie jego śmierci runy przestają działać, więc jego ciało jest widoczne dla przyziemnych. - Wytłumaczyła mi Izzy.
-Posprzątajcie to. - Isaac schodził po schodach z dwójką innych wojowników. - A my idziemy. Tylko nie chce słyszeć marudzenia przyziemnych. - Szedł całkiem z przodu. Ja, Hugo i Nathan kawałek za nim, a dalej za nami została Izzy, Alex i moi przyjaciele. Chciałam do nich dołączyć, ale Hugo mnie powstrzymał.
-Izzy im wytłumaczy co nieco, co się stało, kim jesteś i gdzie idziemy. - Powiedział Hugo.
-Wiesz że Isaac ma racje? Przyziemni powinni odejść i się nie wtrącać. Świat Cieni jest groźny dla przyziemnych, którzy wplątują się w nasze sprawy. Skończą jak wszyscy.
-Jak wszyscy? To znaczy? - Spytałam.
-Zostaną jego częścią, prędzej czy później. Przez przypadek, przez głupotę. W najgorszym wypadku umrą.
-To nie jest pocieszające. - Mruknęłam. - Co masz na myśli mówiąc, że zostaną jego częścią?
-Ci przyziemni, którzy zadzierają ze Światem Cieni narażają siebie na obserwacje przez podziemnych. Chociaż spora większość podziemnych zawarła pokój z Clave, po odnowieniu. Wciąż jest pewna grupa podziemnych, która nie zgadza się z decyzjami Clave i działają według własnych zasad, a nie tak jak chce tego Clave. Tak więc vampiry tworzą nowe vampiry, gdy mają na to ochotę, nie pytając o zdanie przyziemnych. Przyziemni, którzy wiedzą o Świecie Cieni i chcą stać się vampirami, muszą podpisać krwią pewne oświadczenie, które uchroni vampira, przed karą. Wilkołaki atakują w gniewie przyziemnych i nawet nie starają się zapanować nad sobą. Także specjalnie atakują przyziemnych by powiększyć swoje stado. Niektórzy czarownicy twierdzą że ich rasa jest na wyginięciu, bo wielu służy Clave i oddaje swe życie nam nocnym łowcą, więc przyzywają jakieś pomniejsze demony nad którymi mogliby zapanować, zwabiają przyziemnych do siebie i zamykają ich sam na sam z demonem. Przez kolejne miesiące trzymają ich w swoich domach, a gdy urodzi się dziecko, czarownik wymazuje im pamięć i odsyłają, dziecko pozostawiając sobie i sprawując nad nim opiekę. A faerie ... no cóż ... od zawsze nie dogadują się z Clave i działają według własnych zasad, naginając porozumienia.
-I uchodzi im to sucho?
-Tym których nie złapiemy tak. Ale trudno jest znaleźć tych, którzy nie chcą być znalezieni. Nie ważne czy to nocny łowca, vampir, wilkołak, czarownik czy któraś z faerii
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz