Powoli odzyskiwałam przytomność. Otworzyłam z trudem powieki. Znowu leżałam na sofie w małym saloniku w instytucie. Przy stoliku obok siedział Hugo, Isaac i Izzy.
-Co się stało? - Spytałam podnosząc się.
-Nie wstawaj. - Isabelle szybko podeszła do mnie powstrzymując mnie.
-Straciłaś przytomność, więc ponownie przyprowadziłem cię tutaj. - Powiedział Hugo. Dopiero po chwili dotarło do mnie gdzie się z nimi udałam i co się wydarzyło.
-Gdzie Chris i Samantha? - Spytałam rozglądając się po pomieszczeniu.
-Dalia przepraszam. Nie wiem jak to się stało, ani w którym momencie. Twoi przyjaciele i nasz brat Nathan zaginęli. Jest duże prawdopodobieństwo, że zostali porwani. Przez wilkołaków lub vampirów. Nie martw się. Znajdę ich. Bynajmniej postaram się. - Powiedziała Izzy. - Chciałam być tą która przekażę ci te wiadomość. Chłopcy mówili, że nie ma co czekać i muszę wyruszyć jak najszybciej. Mieli rację. Ale nim zdążyłam zacząć się z nimi kłócić obudziłaś się. Dzięki Aniołom. - Westchnęła. - Martwiłam się o ciebie.
-Długo byłam nie przytomna?
-Chwilę temu wróciliśmy z miasta kości. To spory kawałek do przejścia. Nie liczyłem ale tak coś około trzech godzin. - Powiedział Hugo.
-To i tak krótko. - Dodała Izzy z uśmiechem.
-Krótko? - Zdziwiłam się.
-W przeszłości też miały miejsca takie zdarzenia. Najkrótszy śpiączki po badaniach cichych braci miał jakieś dwieście lat temu pewien młody nefilim. Był nieprzytomny dziewięć godzin i czterdzieści siedem minut. A najdłużej to chyba ponad dziewiętnaście godzin było nie? - Powiedziała Izzy spoglądając na brata. Isaac pokiwał głową na potwierdzenie.
-Dokładnie dziewiętnaście godzin i trzydzieści osiem minut. - Powiedział.
-Dobrze, że się obudziłaś tak szybko. Ominęła mnie kłótnia z braćmi. - Zaśmiała się. - Martwiłam się o ciebie.
-Długo byłam nie przytomna?
-Chwilę temu wróciliśmy z miasta kości. To spory kawałek do przejścia. Nie liczyłem ale tak coś około trzech godzin. - Powiedział Hugo.
-To i tak krótko. - Dodała Izzy z uśmiechem.
-Krótko? - Zdziwiłam się.
-W przeszłości też miały miejsca takie zdarzenia. Najkrótszy śpiączki po badaniach cichych braci miał jakieś dwieście lat temu pewien młody nefilim. Był nieprzytomny dziewięć godzin i czterdzieści siedem minut. A najdłużej to chyba ponad dziewiętnaście godzin było nie? - Powiedziała Izzy spoglądając na brata. Isaac pokiwał głową na potwierdzenie.
-Dokładnie dziewiętnaście godzin i trzydzieści osiem minut. - Powiedział.
-Dobrze, że się obudziłaś tak szybko. Ominęła mnie kłótnia z braćmi. - Zaśmiała się. - Martwiłam się o ciebie.
-O mnie? Nawet mnie nie znasz.
-Ty nas też. A poszłaś z nami do miasta kości. Nie wiedząc na co się piszesz, ani czy ci nie zrobimy krzywdy.
-To prawda, że nie miałam pewności Iz. Ale czułam, że mówicie prawdę. Po za tym ... Demon. Widziałam go. A raczej młodego chłopaka, który nagle zaczął się przeistaczać w niego. Widziałam wasze świecące miecze. Chris złapał jednego z nich gdy szliśmy. Miecz natychmiast go poparzył i nawet przez tą chwilę w jego rękach nie świecił się. A ja ... Sami wiecie jak było. Kolejną rzeczą jest to, że ten kościół w którym jest instytut ... wiele razy przechodziłam obok niego i widziałam ruiny, a dzisiaj widziałam piękny kościół. Więc nie mogłam wam nie uwierzyć. Bo widziałam coś co wcześniej było dla mnie niewidoczne. Czy to brzmi dziwnie? Jakoś nie najlepiej się czuje i kręci mi się w głowie.
-To skutek wydarzeń z miasta kości. Czeka cię teraz straszne wyzwanie. W ciągu najbliższych kilku godzin stanie się coś ... Ice wyjaśnisz jej? Ty bardziej uważałeś na lekcjach niż ja.
-Bo byłaś zajęta flirtowaniem z kim popadnie.
-No wiesz ty co. Nie rób ze mnie takiej ...
-Już się nie gniewaj Izzy. Żartuje. - Wstał od stołu odkładając szklankę z wodą i podszedł do niej i ucałował ją w czoło. - Historia cię nudziła, wiem. Idź. Znajdź naszego brata i tych dwóch przyziemnych.
-Postaram się. A ty trzymaj się. - Zwróciła się do mnie. - Nie ważne co by się działo, nie poddawaj się. Pamiętaj. Czekam tu na ciebie. Powodzenia Dalio. Wróć do nas. - Powiedziała i wyszła z pomieszczenia.
-Więc tak. Możesz czuć się skołowana przez najbliższe godziny. Po prostu leż, odpoczywaj, nie przemęczaj się, ale nie zasypiaj. W pewnym momencie twoje ciało okryje błękitna mgła i uniesie cię w górę. Gdy twoje ciało opadnie, twoja dusza zostanie wyrwana z twojego ciała. Nie pozwolimy na to.
-Jak?
-Zatrzymując cię w górze. Będziemy musieli trzymać twoje ciało cały czas w górze, mniej więcej na tej wysokości na jaką się uniesiesz. Strzelam, że będzie to gdzieś tutaj. - Wyciągnął swoje ręce na wysokość mniej więcej środka klatki piersiowej. - Twoja dusza i tak we fragmencie zostanie oderwana od twojego ciała. Jej kawałek jest dozwolony. Ale nie cała. Jak cała się oderwie to koniec. Nic cię nie uratuje. Ale jak mówiłem ja i Hugo nie dopuścimy do tego. Gdy twoje ciało się uniesie wtedy cichy brat rzuci pewną inkantacje, a ty jakby zapadniesz w sen. Przejdziesz przez wrota świadomości. I będziesz musiała odnaleźć swoją duszę i sprowadzić ją do swojego ciała. Znajdziesz się w jakiś miejscu. Nie wiem jakie to będzie, każdy znalazłby się w innym. Będziesz musiała dokładnie zapamiętać gdzie się pojawiłaś. Co było pierwsze co zobaczyłaś i usłyszałaś. Znaleźć pierwsze podpowiedzi. Inaczej później będziesz się błąkać bez celu licząc na szczęście by znaleźć wyjście. Ale w tym ci nie pomogę. Nie wiem jak tam jest, nikt nie wie. Przekazano nam tę wiedzę w teorii, niepełną o pewne fragmenty. Takie jak właśnie ten szczegół. Będziesz musiała udać się w głąb miejsca w którym będziesz i odnaleźć swoją duszę. Będzie wyglądać jak człowiek. Jak ty. Jak twoja siostra bliźniaczka. Może być dobra, może być zła. Ważne jest, że będziesz mieć nie więcej niż dwadzieścia cztery godziny by znaleźć ją i sprowadzić do swojego ciała. Może wydawać się dużo, ale to mało. Tam czas płynie inaczej, szybciej. Więc strasznie mało czasu. Tym bardziej, że będą tam zastawione na ciebie pułapki mające zatrzymać cię tam na zawsze. Nie możesz na to pozwolić, bo skończy się to źle, dla ciebie i dla naszej dwójki. Stan w jakim się znajdziesz będzie bliski śmierci. I będziesz martwa przez godzinę. Widzisz tego anioła oplecionego rurkami? - Wskazał figurkę stojącą przy końcu sofy. Była to duża figura anioła. - Gdy zacznie się proces przyczepimy do ciebie obie rurki. Krew będzie powoli z ciebie odsączana przez rurkę z lewej ręki, będzie przepływać przez tą rurkę wokół całego anioła i spowrotem do ciebie poprzez drugi koniec rurki wbity w prawą rękę. Nim cała krew przepłynie od twojej lewej ręki, wokół tego anioła do prawej ręki mija dokładniej doba. Godzina mija od wyssania z ciebie ostatnich kropli krwi, przepłynięcia jej przez rurki do momentu wpompowania w ciebie pierwszych kropli twojej krwi.
-Robiliście już to kiedyś?
-Nie. Ostatni raz coś takiego miało miejsce jakieś sto lat temu.
-A pierwszy raz? - Spytałam z ciekawości.
-Niedługo po powstaniu nowego Clave. Wiele osób chciało zataić pewne informacje, więc sami zaczęli działać i wymazać sobie pamięć z kilku faktów na różne sposoby, zazwyczaj namawiali czarowników by im w tym pomogli. Cisi bracia później musieli odblokować im pamięć. Tak jak było to robione w twoim przypadku. Czasem działało. A czasem nie jak w twoim wypadku. Tak czy siak, nieważne czy zadziałało, czy nie gdy użyto na nich trzech darów przechodzili przez to przez co ty przejdziesz, bo to jest nieuniknione. Mieli wybór. Znaleźć swoją duszę i sprowadzić ją spowrotem i żyć, ale pierw oddać się w ręce Clave do osądu. Lub nie szukać swojej duszy i zostać uwięzionym w swoim ciele wraz z nią. Żyłabyś wtedy wiecznie w swoim umyśle, z czasem zapomniałabyś, że świat w którym jesteś został stworzony przez ciebie, jest twoją bezpieczną oazą, przystanią. Ale ta decyzja ma swoje konsekwencje. Ty i twoja dusza, zaczęłybyście stawać się inne, różne. Jedna dobra, druga zła. Zaczęłybyście rywalizować tam ze sobą, co skutkowałoby śmiercią twojego ciała. Ale mogłoby też być, że twoja dusza chciałaby zająć twoje miejsce. Wtedy zostałabyś uwięziona w swoim ciele i widziała i słyszałabyś wszystko co robisz, ale nie miałabyś na nic wpływu, bo to nie ty byś podejmowała decyzje, byłabyś tylko obserwatorem swojego życia. Albo co najgorsze chyba. Zaczęłybyście się scalać w jedność i wyłoniły byście się jako jedna osoba. Miałabyś wtedy zaburzenia psychiczne, schizofrenia, napady lękowe i kto wie co jeszcze. Musisz przechytrzyć swoją duszę. Nim minie wyznaczony czas musisz ją przyprowadzić do wyjścia i przejść razem z nią. Bo gdy minie czas. Gdy miną te dwadzieścia cztery godziny twoja dusza zacznie mieć świadomość tego co się stało i co może zrobić, a może zacząć żyć sama, własnym życiem, bez ciebie. Ta martwa godzina będzie dla ciebie najgorsza. Odczujesz to będąc tam. Zaczniesz mieć trudności. Jakie? Nie mam pojęcia. Ale będzie to dla ciebie znak, że połowa czasu minęła. Jest tam inna jednostka czasu. Nie wiem dokładnie jaka. Czy czas tam płynie dwa razy szybciej? Może trzy razy szybciej? Nie mam pojęcia. Nasza godzina, to może być dwadzieścia minut w tamtym świecie. A może być tak, że nasza godzina to trzy godziny tamtego świata. Chociaż wątpię. Mówione było, że czas tam płynie szybciej niż tu. Ale różnie bywa. To zależy chyba od człowieka. Nie odnotowano bynajmniej jeszcze by czas tam płynął wolniej niż tu. Chyba, że nikt się do tego nie przyznał. A jest to możliwe.
-To straszne. I aniołowie to nam zesłali? To jest dar dla nas?
-To nie dar. To kara za to, że staramy się coś ukryć przed światem, przed rodziną, przyjaciółmi. Przed Clave.
-Ale to nie był mój wybór. Ja nie chciałam nic ukrywać. To ... rodzice mi to zrobili. Znaczy chyba rodzice.
-Dlatego teraz cierpisz za ich grzechy.
-Dobra koniec wyluzuj Ice. - Do rozmowy wciął się Hugo. - Przypominasz coś sobie? Cokolwiek?
-Coś tak. Ale niewiele. Obce twarze. Przewijało się tam wiele osób. Ale te twarze, większość z nich jest zamazana. Dwie z nich często się powtarzają. Z krótkich wątków rozmowy co słyszałam wnioskuje, że to oni odpowiadają za to - Wskazałam na swoją głowę. - co mi zrobiono z mózgiem. Myślę, że to oni są moimi rodzicami.
-Jeśli nie teraz, dowiemy się wkrótce. Po powrocie powinnaś sobie wszystko przypomnieć.
-Albo chociaż większość. - Wtrącił Ice.
***
-Max, Wels jesteście wolni? - Spytałam wchodząc do pokoju Maxa bez pukania. Było po dziewiątej rano. Obaj leżeli na jego łóżku i grali w jakąś planszówke dla przyziemnych.
-Jasne. A o co chodzi? - Powiedział Max patrząc na swojego brata.
-Przypisuje was do mojej misji.
-Od kiedy pracujesz z nami, a nie z braćmi? - Spytał Wels.
-Od kiedy mają ważną misję.
-Cała czwórka? - Dopytywał.
-Wiecie, że udaliśmy się do miasta kości?
-Tak. Wasza piątka i ta blondynka, którą uratował Hugo.
-Raczej ta, która uratowała jego. - Zaśmiał się z mojego brata Max.
-Śmiejcie się. - Przewróciłam oczami. - Więc. Dalia chciała odzyskać pamięć. Miecz nie zadziałał, sztylet również ...
-Więc użyto na niej igieł chwały co zaburzyło jej jestestwo i grozi jej śmierć.
-Właściwie ostrza chwały. - Poprawiłam Welsa. - Ale tak. Więc Hugo i Ice pilnują jej i będą jej pomagać w przejściu ... Alex został wezwany do Idrisu. Nikt nie wie po co.
-A Nathan?
-No właśnie. Jest duże prawdopodobieństwo, że został porwany. Wraz z dwojgiem przyziemnych, przyjaciółmi Dalii, którzy udali się z nami do miasta kości. Porwali ich albo vampiry, albo wilkołaki. Niezależnie kto, musimy odbić całą trójkę. Najlepiej żywą.
-To jest akcja na jaką czekałem. - Ucieszył się Wels. - Zawsze to wasza grupa zgarnia te najlepsze misje.
-Wkrótce to się może zmienić. - Mruknęłam pod nosem.
-Co? Jak to? - Spytał Max.
-Nieważne. Szykujmy się. Nie ma co zwlekać. Nie możemy pozwolić by podziemni zrobili krzywdę tej trójcę. To podchodzi pod naruszenie porozumień. A wszyscy wiemy, że spora grupa wilkołaków i vampirów w naszym mieście jest dobra. A tylko grupa się odłączyła tworząc złą siedzibę swojej rasy. Ucierpią wszyscy. W tym twoja ukochana Ellia. - Szepnęłam ostatnie zdanie w stronę Maxa.
-Skąd o niej wiesz? - Zaniepokoił się.
-Nie martw się nikomu nie powiem.
-Skąd masz pewność, że to ci źli podziemni stoją za porwaniem? A może to ci dobrzy, którzy mają z nami dobry kontakt? - Spytał Wels.
-Nie narazili by się Clave. Więc to musi być ta zła grupa. Idziemy. Czekajcie w sali treningowej. - Powiedziałam wychodząc z pokoju. Ruszyłam dalej korytarzem wchodząc do pokoju Selin.
-Iz. Co cię do mnie sprowadza?
-Bierz siostrę. Idziemy na misję.
-Teraz? Właśnie zażywam relaksu. - Wisiała na szarfach głową w dół i czytała książkę.
-Mój brat zaginął. Nathan został porwany przez vampiry więc rusz swój tyłek idź po siostrę i widzimy się za chwile na dole w sali treningowej.
-Co? Co powiedziałaś? Brat ci zaginął? Jaki brat? - Spytała zerkając na mnie z nad książki. A może spod książki? Nieważne. Oczywiście jak zawsze słucha wybiórczo.
-Porwano mi brata. Twój ukochany Nathan. Zaginął. - Powiedziałam a jej książka wyleciała z dłoni.
-Co?! - Teraz dotarło do niej co powiedziałam. Straciła równowagę i spadła na podłogę. Niezgrabnie wyplątała się z szarf i stanęła przede mną. - Jak to Nathan zaginął?
-Został porwany. Idziemy na ratunek. Jego i dwóch przyziemnych. Ja dowodzę. - Zaznaczyłam wiedząc, że ona zaraz będzie chciała przejąć dowodzenie nad misją.
-Ale to twój brat. Nie chce cię urazić, ale źle to się może odbić na naszej grupie.
-Źle się może odbić na naszej grupie twoje dowodzenie. Bo pozwalasz wpływać na swoje zachowanie swoim uczuciom. Jesteś zakochana w moim bracie. Wyznaj mu to w końcu, bo będzie za późno. - Zrobiła zdziwioną minę.
-Dobrze szefowo. Przebiorę się i lecę po siostrę. Za pięć minut będziemy.
-Macie dwie. - Powiedziałam i wyszłam ruszyłam do sali treningowej. Tam bracia Bluemerry już na mnie czekali.
-Idziemy? - Spytał Max.
-Czekamy na resztę zespołu.
-Nie mów, że wzięłaś ... O nie. Wzięłaś je. - Powiedział widząc wchodzące do sali siostry Blacktorn.
-Działamy w pięcioosobowym zespole. Tak wiem to niestandardowe. Ale nie mamy więcej czasu. Reszta gdzieś się ulotniła. Albo ruszyli na polowanie na kolejne demony, które jak wiecie coraz częściej się pojawiają. Brandon i Fred poszli do Kamilah Shrei. Czarownicy. By znaleźć portal przez który przedostają się tutaj demony. Bo podejrzewamy, że takowy został otwarty. Nasze zadanie jak już wspominałam. Udać się do kryjówki vampirów i wilkołaków i uwolnić mojego brata Nathana i dwójkę przyziemnych.
-Jak chcesz wejść do siedziby vampirów? Nie wpuszczą nas tam.
-Znam kogoś kto wie jak tam wejść. Nie mamy czasu, a musimy odwiedzić dwa miejsca, które znajdują się po przeciwnych krańcach miasta. Dlatego Max i Kyla pójdziecie do siedziby vampirów. A Wels i Selin do wilkołaków.
-Dlaczego rozdzielasz parabatai? - Spytał Wels patrząc na siebie i brata.
-Wiem, że to niestosowne i w ogóle. Ale Teraz przede wszystkim jesteście nocnymi łowcami, nie bratnimi duszami tak? Rozdzielam wasze obie pary parabatia by zrównoważyć siły w obu zespołach. Wy idźcie w wyznaczone miejsca. Udam się do przyjaciele i poproszę by pomógł mi wejść do Baru pod Orłem. I dam wam znać. - Wskazałam Maxa i Kyli. - Wtedy wchodzicie. W zależności od tego jaka będzie sytuacja pójdę pomóc albo wam, albo wam. Bądźcie cały czas w kontakcie. - Powiedziałam podając im komunikatory.
-Czuję, że to się źle skończy. - Szepnęła Kyli.
-Oby nie. Mamy za mało ludzi by wykonać te misję. Powinno nas być co najmniej ośmioro. Musimy sobie poradzić w piątkę. Zakamuflujcie swój zapach, dzięki temu zyskacie kilka cennych minut nim wilkołaki się zorientują, że ktoś jest na ich terytorium. Bądźcie ostrożni i cicho. Uważajcie gdzie stawiacie stopy. Nie bez powodu wybudowali sobie domki w lesie. Usłyszą każdy trzask gałązki, każdą poruszoną pułapkę, a zapewne kilka lub kilkanaście mają zastawionych. - Wels pokiwał głową w potwierdzeniu.
-Jakaś rada dla nas? - Spytała Kyli.
-Nie dajcie się ugryźć. - Zaśmiałam się.
-Taa. Nie chce być na haju będąc w siedzibie wroga.
-Macie ich znaleźć i uwolnić. Jak najlepiej załatwić to po cichu, bez ofiar. Ale może być ciężko to osiągnąć. Ruszajcie. - Powiedziałam, a oni wyszli z sali treningowej i udali się ku wyjściu, a ja za nimi. Jedni ruszyli biegiem w prawo, drudzy w lewo. A ja? Udałam się do Rego. W między czasie zadzwoniłam do Hugo i poprosiłam o Dalię do telefonu.
-Co chcesz Izzy?
-Wyślij mi zdjęcia tych twoich przyziemnych. Potrzebuje kogoś spytać czy może ich widział.
-Dobra. Zaraz wyślę.
-Dzięki. Cześć.
-Pa. - Kilka minut później dostałam smsa od nieznanego numeru. W załączniku miałam dwa zdjęcia. Wysłałam je pozostałym z dopiskiem "Tych przyziemnych szukamy."
-Isabelle. Przyszłaś. - Powiedział z lekkim uśmiechem Rego gdy otworzył mi drzwi wpuszczając mnie do środka.
-Tak. Ale nie po to co obiecałam. Wybacz.
-Co się stało?
-Mówiłam ci, że zaginęli przyziemni.
-Tak wspominałaś.
-Mój brat również. Powiedz mi proszę. Jak wejść do Baru Pod Orłem.
-Mam ci wydać wejście do tajnej kryjówki?
-Oboje wiemy, że żyją tam vampiry, które, nie żyją zgodnie z prawem. Clave pozwala im żyć tylko dlatego, że kilku z nich bardzo się przysłużyło czternaście lat temu Clave. Chociaż raz zrobili coś dobrego. Ale za to bardzo ważnego.
-Jak wyglądali ci twoi przyziemni? - Spytał nagle.
-Ty coś wiesz. - Otworzyłam usta w zdziwieniu. - To nie banda Spod Orła ich porwała tak? - Pokręcił głową.
-Nie wiem.
-Chcesz powiedzieć, że twój klan porywa przyziemnych?
-Chcesz powiedzieć, że twój klan porywa przyziemnych?
-Nie wiedziałem do dziś. Dowiedziałem się przypadkiem. Widziałem jak Patricia i Briegen porwali z ulicy dwójkę przyziemnych i zabrali do siedziby. Patricia się wszystkiego wyparła jak powiedziałem. A on. Briegen - Zaśmiał się. - Przyznał mi się prosto w twarz. I szydził ze mnie i śmiał, że jako jedyny nic nie wiem. Chociaż prawdą jest, że wielu też nie wiedziało, ale to szczegół. Nie zgłaszaj tego. Proszę. Postaram się z innymi zapanować nad nimi.
-Nie jesteś liderem. Nie posłuchają cię. - Skwitowałam smutno i podałam mu telefon z wyświetlonym zdjęciem chłopaka.
-Nie, jego nie widziałem. - Przewinął na następne zdjęcie. - Ale ją tak. - Spojrzałam na niego.
-Czyli nie ma jej w barze pod orłem? Wysłałam ludzi w złe miejsce.
-Niekoniecznie. Kilka dni temu słyszałem jak Ahirl mówił coś, że zamierza porwać jakiegoś nefilim.
-Po co? - Spytałam.
-By za pomocą jego krwi stworzyć wiele dawek vampirzego narkotyku.
-Tak. Krew nefilim jest dla vampira, jak heroina dla przyziemnych.
-A jad vampira jest tym samym dla nefilim.
-Mają go tam prawda? Nathana?
-Bardzo możliwe. Nie osuszą go od razu nie bój się. Będą go utrzymywać przy życiu przez wiele dni, może tygodni. By więcej krwi z niego wytoczyć. - Rego ścisnął mnie za ramiona próbując mnie uspokoić. To co usłyszałam ... Potrząsnęłam gwłatownie głową by odgonić złe myśli.
-Nic mu nie jest. Nic mu nie jest. Nic mu nie jest. - Powtórzyłam cicho kilka razy. Podziękowałam uśmiechem Rego za wsparcie. Włączyłam mój komunikator. - Zgłoście się?
-Max.
-Kyla.
-Wels.
-Selin. - Każdy po kolei się zameldował.
-Nie dołączę do żadnej z grup. Nim spytacie. Posłuchajcie. Nie wiem co i czy kogokolwiek znajdziecie u wilkołaków. Ale Max, Kyla uratujcie mojego brata. On tam jest. I cierpi. Spuszczają z niego krew dla durnych pigułek narkotyku. Wiem gdzie szukać przyziemną. Idę tam sama. Wels, Selin, bardzo możliwe, że ten przyziemny jest w łapach wilkołaków. Więc to zadanie dla was. Znaleźć go i uratować.
-A jeśli będą tam inni przyziemni?
-Jeśli są tam nie z własnej woli zabierzcie ich również. Max za chwilę wyślę ci wskazówki jak wejść do siedziby Ahirla. - Powiedziałam wyłączając komunikator. - Rego. Wiem, że nie powinnam o to prosić, ale... Wprowdzisz mnie do Hotelu Muerte De La Vida? - Śmierć Życia. Dobra nazwa dla hotelu. Kiedyś tłumy chciały gościć w tym hotelu. Tylko tu było wiele atrakcji, gdzie nigdzie nie było dostępnych. Byli oryginalni. Ale w końcu właściciel stał się pazerny. Zainwestował w kasyno. A trzy lata później zbankrutował i hotel zamknięto. Vampiry sobie go przywłaszczyły.
-To prawda. Nie powinnaś o to prosić. Ale i mnie zaczynają drażnić co niektórzy. Władze w klanie chyba czas zmienić. Wiedz jedno Isabelle. Gdy tam wejdziemy każdy się rzuci na ciebie. Ja cię nie obronię. Zajmę się Elitą. Odszukam ich i wystosuje odpowiednią karę. Ty odszukaj przyziemnych i wyciągnij ich stamtąd. Postaraj się nie zabijać moich ludzi.
-Twoich ludzi?
-Jeszcze dzisiejszej nocy staną za mną. Ja będę Elitą z Muerte De La Vida.
-A kto stanie u twego boku?
-Czas pokaże. Ruszajmy. - To będzie ciężka wyprawa. Rego musi unikać słońca. A jest po jedenastej. Jeszcze sporo czasu nim zajdzie słońce. Musimy trzymać się cienia.
-To prawda. Nie powinnaś o to prosić. Ale i mnie zaczynają drażnić co niektórzy. Władze w klanie chyba czas zmienić. Wiedz jedno Isabelle. Gdy tam wejdziemy każdy się rzuci na ciebie. Ja cię nie obronię. Zajmę się Elitą. Odszukam ich i wystosuje odpowiednią karę. Ty odszukaj przyziemnych i wyciągnij ich stamtąd. Postaraj się nie zabijać moich ludzi.
-Twoich ludzi?
-Jeszcze dzisiejszej nocy staną za mną. Ja będę Elitą z Muerte De La Vida.
-A kto stanie u twego boku?
-Czas pokaże. Ruszajmy. - To będzie ciężka wyprawa. Rego musi unikać słońca. A jest po jedenastej. Jeszcze sporo czasu nim zajdzie słońce. Musimy trzymać się cienia.
***
Brat Nicolaos od dwudziestu minut siedział z nami i czekał gdy nadejdzie moment mojego przekroczenia wrót świadomości. Brzmi okropnie. Myśl, że mogę już nie wrócić. Zostać uwięziona na zawsze w swoim umyśle. Być więźniem własnego ciała. Chłopaki przygotowali mnie jak mogli. Opowiedzieli wszystko co wiedzieli. Teoretycznie jestem przygotowana na to co mnie czeka, co nie zmienia faktu, że się boję. Gdyby mi wcześniej powiedzieli, że po użyciu trzech darów będzie mnie czekać coś takiego, czy podjęła bym inną decyzję? Chyba nie. Z tą wiedzą i tak poszła bym do cichych braci do miasta kości. Chęć odkrycia prawdy o samej sobie jest większa niż moje bezpieczeństwo. Zza myślenia wyrwał mnie dzwon wybijający czternastą. Nagle wokół mojego ciała zaczęła tworzyć się błękitna mgła.
-Coś się dzieje. - Chłopcy spojrzeli na mnie gdy akurat moje ciało zaczęło się unosić do góry. Isaac podbiegł do mnie i wysunął ręce pode mną. Po chwili moje ciało opadło wprost na ręce Isaaca poczułam ból w całym ciele. Jakby coś się ode mnie odrywało. Moja dusza.
-Trzymam cię. Spokojnie. - Zapewnił mnie Ice. - Emil. Znaczy... Bracie Nicolaosie zaczynaj. - Isaac zwrócił się do cichego brata, a ten zaczął recytować chyba po łacinie jakieś słowa. Inkantacje mające na celu wprawić mnie w sen i przenieść w głębię własnego umysłu. Powoli traciłam kontakt z rzeczywistością. Nim nastała całkowita ciemność zapamiętałam tylko twarz chłopaka o pięknych, przenikliwych, brązowych oczach i czarnych włosach. Twarz, którą powoli zapominałam do kogo należy.
-Coś się dzieje. - Chłopcy spojrzeli na mnie gdy akurat moje ciało zaczęło się unosić do góry. Isaac podbiegł do mnie i wysunął ręce pode mną. Po chwili moje ciało opadło wprost na ręce Isaaca poczułam ból w całym ciele. Jakby coś się ode mnie odrywało. Moja dusza.
-Trzymam cię. Spokojnie. - Zapewnił mnie Ice. - Emil. Znaczy... Bracie Nicolaosie zaczynaj. - Isaac zwrócił się do cichego brata, a ten zaczął recytować chyba po łacinie jakieś słowa. Inkantacje mające na celu wprawić mnie w sen i przenieść w głębię własnego umysłu. Powoli traciłam kontakt z rzeczywistością. Nim nastała całkowita ciemność zapamiętałam tylko twarz chłopaka o pięknych, przenikliwych, brązowych oczach i czarnych włosach. Twarz, którą powoli zapominałam do kogo należy.
Gdy otworzyłam oczy ujrzałam przed sobą zdewastowany lunapark. A ja siedziałam na huśtawce i bujałam się w przód i w tył i w przód i tył. Słońce raziło moje oczy. Nie wiedziałam co się dzieje, gdzie jestem i dlaczego właśnie tutaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz